piątek, 27 maja 2016

Dziś opowiem Wam o życiu

Nie wiadomo, co myśleć po takim tytule - bać się, śmiać się, nie czytać? W każdym razie mój blogo- a nawet interneto-odwyk ma się nieźle, nie chce mi się koszmarnie wręcz pisać o kosmetykach. Jeśli już koniecznie chcecie jakichś rekomendacji, to gorąco polecam szczotkowanie ciała szczotą z Fridge oraz olejowanie się Bio-Oilem i Bio-olejekiem z Kneipp. Z osoby używającej balsamu do ciała raz na ruski rok przeszłam w pielęgnacjo-maniaczkę. Skąd to się wzięło?

UWAGA! Teraz nastąpi plota nad ploty na temat mojego życia.

Otóż, jestem już prawie w 9 m-cu ciąży. I co, szczena opadła? Dołączacie do klubu "Wiesz, kogo jak kogo, ale nie wyobrażam sobie Ciebie z dzieckiem." XD albo "Niemożliwe, przecież Ty jesteś w moim wieku!!! Yyy, zaraz, czyli masz prawie 30 lat?" Spokojnie, moje hejterskie serduszko pozostało na swoim miejscu. Nadal hejtuję. Nadal nie ogarniam mamuś forumujących o swoich "fasolkach". Zwracam się do swojego pasożyta w brzuchu per pasożyt. Mam totalny chillout i nie posiadam dla dziecka jeszcze nic. Nie jaram się wózkami za 5000 zł. Gorzej. Poza tym, że wózki są w 3 rodzajach, to nic więcej o nich nie wiem i poprosiłam dzieciatą koleżankę, żeby mi załatwiła używany wózek od swojej znajomej. Mój teść trzyma u siebie całe pudło ciuchów po dziecku córki koleżanki. Tak tak, jestem matką-sknerą i moje dziecko nie będzie miało sesji w ciuszkach Baby Dior. Za to próbuję mu znaleźć mieszkanie, co - cholera - nie jest sprawą łatwą, bo okazuje się, że coś takiego, jak:

- świetnie urządzone
- duże
- tanie
- w dobrej lokalizacji

mieszkanie nie istnieje. Jak nie znajdę oferty życia, to po prostu wynajmę coś, bo - jeśli ktoś nie wie - mieszkam tuż przy jednej z głównych ulic w Warszawie i w ciągu dnia nie jestem w stanie otworzyć okna a dodatkowo mieszkanie nagrzewa się tak, ze muszę już teraz siedzieć przy wiatraku.

Dziecko jest dziewczynką i nazwiemy je wymyślonym przez nas z jakieś 8 lat temu imieniem a mianowicie: Zosia. Wtedy nie było tak popularne, ale trudno. Lepiej Zosia, niż Andżelika czy Kunegunda.

Moje ogólne doświadczenie z okresu ciąży jest mieszane. Na początku był to horror (I trymestr ze wszystkimi możliwymi objawami), potem w sumie spoko, teraz super. Nadal chodzę do pracy i wzbudzam podziw (czy naprawdę tak dużo kobiet idzie na zwolnienie?), ludzie są dla mnie naprawdę mili (chociaż może to dlatego, że jestem taką ładną i zgrabną ciężarną :D) i nigdy nie spotkałam się z taką życzliwością, jak teraz. Nie miałam i nie mam wahań nastrojów, psychicznie naprawdę jest super, przestałam mieć migreny. To nie była jakaś planowana ciąża i w sumie jako dojrzały emocjonalnie człowiek z ustabilizowaną sytuacją życiową na myśl o ciąży ani nie dostawałam ataków paniki ani też tej ciąży jakoś nie pragnęłam. Dokładnie tak: miałam do niej stosunek obojętny. Nie sądzę, by brak dziecka mi przeszkadzał przez najbliższe lata a teraz nie czuję, żeby jakkolwiek mnie zniewolił i ograniczał, ba! traktuję to jako czas na refleksję w życiu (w dodatku płatną w 80% ;)), motywację do lepszej organizacji i mądrzejszego spędzania czasu. Nie kumam ani idei "dziecko mi zniszczy karyjerę i jak ja będę nagrywać filmiki na jutuba?!" ani "od dziś staję się Matką i moją karierą będzie plecenie chust z organicznej bawełny i robienie zupek z bio/eco/organic marchewki za 100 zł./kg", po prostu jest to naturalny biologiczny proces i chyba najlepiej podejść do tego racjonalnie - masz nową rolę w życiu, ale to nie znaczy, że masz stracić z tego powodu inne. I chcę jeszcze powiedzieć, że o ile zawsze byłam hiperzadowolona z mojego związku, to w ciąży jestem hiper-hiperzadowolona :)

Może jak już nie będę w stanie chodzić do pracy, to napiszę coś o kosmetykach, ale naprawdę nie macie pojęcia, jak dobrze mi bez regularnej lektury blogów i pisania :) Zaczęłam spędzać czas w kuchni (ja - osoba, która przez ponad 2 lata małżeństwa ani razu nie włączyła piekarnika) i zostałam już mistrzem serników na zimno, kupiłam rzeczy, których od zawsze brakowało w naszym mieszkaniu (np. krzesła ;)), wróciłam do mojej dodatkowej aktywności zarobkowej, tj. sprzedaży unikatowych książek, nauczyłam się robić genialny bulion i fenomenalną botwinkę, mam poczucie, że sensownie spędzam czas i czuję się po prostu ZEN =)

Buziaki i jak macie jakieś pytania, to być może odpowiem ;)








45 komentarzy:

  1. No nie mogę!!!!!!!!!!!!


    Merytorycznie sie wypowiem jak do siebie dojdę;)


    Gratulacje!!!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Hahahaha :D Spokojnie, nie spiesz się, pogratulujesz mi, jak moje dziecko będzie w wieku 3 lat czytało Rachunek różniczkowy i całkowy :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Po pierwsze gratki ;D a po drugie podziekuj dziecko za to, ze dzięki niemu włączasz piekarniki i macie krzesła ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No dzięki ;) W sumie, no naprawdę do wielu rzeczy mnie to zmotywowało.

      Usuń
  4. Zatkało mnie :D i.... Gratuluję!!!!

    Powiem Ci szczerze, że podczas czytania miałam wrażenie jakbym czytała o sobie :D i własnym podejściu do dziecka, z tą różnicą że My zaczęliśmy się starać o dziecko. Ale na zasadzie, jeżeli się uda to OK, a jeżeli nie, płaczu nie będzie :)

    Moja przemiana w rasową Panią Domu nastąpiła po przeprowadzce do UK. Tutaj odkryłam, że mogę zachwycać się urządzaniem mieszkania, kompletowaniem tysiąca rzeczy, zabawą w kuchni i wieloma rzeczami. A najlepszym punktem było to, że opcja życie zawodowe w sensie budowania kariery zeszła na plan dalszy i wcale nie chcę wracać do tego czasu. Dużo by pisać, ale miałam ostry etap pracoholizmu. Teraz cieszę się tym, że zarządzam sama sobą, bo praca z domu ma więcej plusów niż minusów. Na razie ;) nie wiem jak będzie jeżeli pojawi się potomek. O ile do tego dojdzie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakoś mnie to nie dziwi ;) Trzymam kciuki, żeby się udało :)

      U mnie to jest bardziej tak, że jak zaczynam się czymś zajmować, to totalnie. Uważam, że mam co najmniej lekką osobowość obsesyjno-kompulsywną ;)
      Czy praca, czy blogowanie, czy kuchnia, szukanie mieszkań - po prostu jak się wkręcę, to koniec. Ostatnio doszłam do 4 h. w kuchni. Plus (?) jest taki, że szybko się nudzę i łatwo mi odstawić różne rzeczy ;)

      Usuń
    2. Dla mnie praca z domu to koszmar i mam nadzieję jednak po urlopie tego nie praktykować ;)

      Usuń
  5. A teraz druga część, kosmetyczna :D
    U mnie szczotkowanie ciała odpada, szczotka narobi mi więcej szkody niż pożytku :( Bio-Oil uważam za przereklamowany :P za to mój mąż był zadowolony z działania i efektów.

    Ja lubię swoje miejsce w sieci, mam też ulubioną grupę blogów, do których zaglądam i czytam z chęcią wpisy. Jednak widzę po sobie, że to już nie jest takie intensywne, kiedy zaczynałam blogowanie. Dopasowałam to wszystko pod siebie, tak by właśnie czuć się ZEN :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, wiem, że to nie jest opcja dla każdego. Ja mam takie ciało, co mogę i pumeksem trzeć i spoko, więc ta "ostra szczota" to nawet nie jest dla mnie ostra, ale widzę po m-cu efekty, szczególnie, że dla mnie ważna jest poprawa krążenia. Ja odkryłam, że uwielbiam oleje i zużyłam od powrotu i Bio-Oil i olej ze śliwki i ponad połowę Nuxe a używam też balsamów :D Na szczęście skórę na brzuchu mam superelastyczną, na razie żadnego rozstępu nie widać.

      Ja się właśnie za bardzo nakręcam na jeden aspekt, olewam inne, źle się z tym czuję i tak w kółko, więc muszę sobie regularnie odpuszczać i teraz jest mi super :)

      Usuń
  6. A ja wiedziałam😀
    Kiedyś nawet próbowałam Cię podpuścić na Instagramie, żebyś się przyznała, ale nic z tego:) Warszawa to wbrew pozorom małe miasto.
    Gratuluję:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak pomyślałam, Ty cwaniaro :D Jak zaczęłaś mnie podchodzić, że tak ślicznie wyglądam i że to chyba nie tylko zasługa kosmetyków :P
      Prawda, szczególnie, że mieszkam i pracuję w centrum i naprawdę w kółko kogoś znajomego spotykam, nie łatwo się z czymś takim ukryć ;)
      Dzięki.

      Usuń
    2. No właśnie jakiś czas temu widziałam Cię w samym centrum. Ale pomyślałam, że skoro sama nic o tym nie piszesz nawet ciągnięta za język to pewnie sobie tego nie życzysz. Chwała Ci za to, że nie masz, zwanego tak na Wizażu, Odpieluszkowego Zapalenia Mózgu, bo z tego co widzę to niemal wszystkie przyszłe mamy widzą tylko dziecko i zasypują Insta zdjęciami wyprawki, kolejnych zdjęć USG, itp.
      Ja najchętniej chciałabym mieć dzieci po 40. I najlepiej synów, żeby zwiększyć prawdopodobieństwo, że któryś zostanie kierowcą F1 - w sumie głównie po to chciałabym mieć dzieci, bo w ogóle nie czuję instynktu, choć jestem już strasznie "stara", bo mam 30 lat.

      Usuń
    3. Ja na szczęście nie mam wśród znajomych nikogo, kto maltretuje innych swoim dzieckiem ;) O ciążach znajomych dowiadywałam się zwykle po fakcie albo w samej końcówce. Bliskiej rodzinie powiedzieliśmy pod koniec I trymestru.

      No ja po 40 dzieci bardzo bym nie chciała mieć. Hahahahaha, wiesz, to i tak bardzo mało prawdopodobny scenariusz :D

      Myślę, że wbrew pozorom mnóstwo kobiet nie ślini się na widok dzieci i nie marzy o różowych bobasach. Mam wielodzietną koleżankę, która przed 1 dzieckiem nie była w ogóle zainteresowana jakimkolwiek aspektem dziecięcym a teraz ma 4 i nadal jak na nią patrzę, to nie wierzę, że ona ma dzieci. Tj. uważam, że jest świetną matką, bardzo racjonalną, ale zupełnie kimś innym, niż "wielodzietna matka" krążąca w obiegowych opiniach ;) Zresztą, uważam że osoby z dystansem podchodzące do tego tematu mają dużo większą szansę na bycie dobrym i spełnionym rodzicem, niż panienki zarzucające social media USG z 8 tc. i posiadające różowy pokoik z wyprawką w połowie ciąży. To tak jak z małżeństwem i ogólnie z życiem - może być różnie, lepiej być sceptycznym i podążać bardziej za głosem rozsądku.

      Usuń
    4. Bo mieszkasz w Warszawie, a ja aktualnie siedzę na wsi i tu jest mnóstwo dziewczyn/kobiet dla których dzieciak/dzieciaki to stworzenia na piedestale, którym trzeba wszystko podporządkować. Na fejscie czy Insta tylko zdjęcia dzieciaków, przeżywanie wszystkiego co z nimi związane, a przecież oprócz najbliższych mało kogo ten dzieciak obchodzi. W sumie szkoda mi tych dziewczyn, bo tak na dobrą sprawę to często nic oprócz dzieciaków nie osiągnęły - edukacja na poziomie zaocznego licencjatu w Wyższej Szkole Tego i Owego oddział w Płońsku, nieraz praca w banku spółdzielczym lub w gminie, ale to jeśli mają znajomości bądź ciocie, zaniedbują się i wszystko poświęcają dziecku. Oczywiście nie wszystkie, ale przez nie źle mi się macierzyństwo kojarzy, z takim jakby końcem wszystkiego (ale nie ze śmiercią rzecz jasna:)), nie wiem jak to określić, ale wiem, że taka wizja jest przerażająca.
      No i jeszcze jest sprawa 500 Plus, ale to już może nie będę rozwijać, bo i tak jestem dziś jakaś poddenerwowana.
      Ja się nigdy nie śliniłam na widok dzieci i do mniej więcej 3 roku życia ich nie znoszę, później już więcej rozumieją i są na swój sposób rozumowania i pojmowania świata urocze. Jednak zawsze uważałam, że dzieci będę mieć, bo to jakieś przedłużenie mnie i rzecz naturalna. Plus przyszły mistrz F1 i kwestia, że ktoś będzie musiał odziedziczyć hektary:)))

      Usuń
    5. Wychodzę z założenia, że różnorodność cieszy ;) Musi być w kosmosie miejsce i dla Seby i Karyny, jak i dla ludzi z większymi aspiracjami życiowymi. Osobiście jestem zadowolona, że na moje miejsce pracy nie rzucają się miliony kobiet, że nie każdy ma aspiracje do kariery naukowej i robienia biznesu. Każdy musi sobie pole "aspiracje" czymś wypełnić, jeśli tego nie zrobi, rodzi się gigantyczna frustracja. Pozostaje się więc cieszyć, że komuś wystarcza realizowanie się tylko jako matka i żona - dużo gorzej by było, jeśli miałby olbrzymie niespełnione aspiracje :)

      Podoba mi się ta motywacja :D

      Usuń
    6. W sumie tak - ich sprawa,szkoda tylko, że katują tą tematyką innych i nieraz trudno się od takich odpędzić.
      Wiem, dobra jak każda inna:)

      Usuń
  7. Miałam napisać "jak zbiorę szczenę z podłogi, to...", ale w sumie Twój blog pokazuje nam Ciebie tylko w pewnej części, także to naturalne, że masz życie poza nim i są różne sprawy, które nas nie dotyczą i nie mówisz o nich.
    Dobra, pieprzę. Zbieram szczenę z podłogi :DDDD
    Nie wiem, czy gratulacje są tutaj na miejscu, bo znając Twój stosunek do sprawy pewnie byś napisała, że tu nie ma czego gratulować, ani nie gratulować, to normalna sprawa jak oddychanie, że coś jest efektem czegoś i takie tam inne jak na hejterkę przystało :) Ale życzę dużo zdrowia i łatwego porodu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahahahahahaha :D Jak Ty mnie znasz :D Dokładnie, no rozumiem, że "gratuluję" się jakoś tak przyjęło, ale przecież to bez sensu. Gratulować można zasługi/dokonania - czegoś, na co mamy realny wpływ a nie połączenia plemnika z komórką jajową ;) Chociaż i tak "Gratuluję" jest heeeeen za moim "faworytem", mianowicie: "No, postarałeś się!" do przyszłego ojca. Wiadomo, facet się postarał, cała zasługa po jego stronie. Co tam kobieta, która taszczy i wyrzyguje przez 9 m-cy dziecko i jest setki razy w takim stanie, że chyba każdy facet by już przeszedł na drugą stronę, bo jak wiadomo, przeciętny mężczyzna umiera na katar.

      O, za takie życzenia jak najbardziej dziękuję =)

      Usuń
    2. Uwielbiam Cię i Twoje komentarze :* :D
      Mam podobne zdanie w kwestii gratulowania poczęcia dziecka, wiadomo, jak jest seks, to może być czasem też i dziecko i zawsze rozumiem, że dla przyszlych rodziców, którzy bardzo tego dziecka pragnęli to jest cud, ale nie jest to zjawisko jakieś wyjątkowe, bo miliony kobiet już przez to przeszły:)
      "No, postarałeś się!"!!!!!????? Że co? Ja pierdzielę, nie sądziłam, że można być aż tak bezczelnym, żeby takiego sformułowania użyć. Aż nie wiem, jak to skomentować, ale ja bym chyba tej osobie walnęła w ryja za takie coś jako zaciążona partnerka tego, który niby "się postarał". Aż się zbulwersowałam :D I dokładnie tak jak napisałaś - to kobieta taszczy to dziecko 9 miesięcy, cierpiąc przy tym (wszystkie dolegliwości) a jeszcze na dokładkę musi urodzić, także tatuś powinien siedzieć cichutko jak myszka pod miotłą i pomagać, ile może, skoro się "tak postarał" :D

      Usuń
  8. Masz bardzo normalne, a jednocześnie filozoficzne podejście :) Super! No i bardzo gratuluję. Kto by mi tam kazał czekać z gratulacjami, aż dziecko zacznie obliczać wyznacznik macierzy na przykład ;)
    Ale powiem, że nie jestem zdziwiona. Kiedyś na Instagramie chyba wspomniałaś, że mąż dba o to, abyś się teraz szczególnie dobrze odżywiała i przemknęła mi myśl o ciąży :)

    Ach, mieszkanie! Jeszcze fajnie by było, żeby było nisko albo z windą. Zawsze podziwiam znajomych rodziców, że potrafią ogarnąć wnoszenie i znoszenie dziecka wraz z całym oprzyrządowaniem za jednym zamachem, a przecież nie wyrasta im dodatkowa para rąk.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, miło mi to słyszeć :) Hahaha, jakoś przez nieuwagę musiałam to napisać, bo starałam się nie wzniecać żadnych podejrzeń. Zresztą, większość znajomych poinformowaliśmy dopiero w ub. tygodniu, bo pomyślałam, że przecież jeszcze ludzie zawału dostaną jak mnie spotkają na mieście z dzieckiem, więc na FB wrzuciliśmy zdjęcie, gdzie widać, że mam trochę większy brzuch, niż zwykle.

      Dokładnie, szukamy tylko ofert z windą, ew. parter z ogródkiem.

      Usuń
  9. Wiesz, masz rację z tymi gratulacjami. Są lekko bez sensu, ale gdy ktoś gratuluje Ci ciąży, to wyraża po prostu, że cieszy się z nowiny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, wiem, dlatego zwykle poprzestaję na podziękowaniu i nie wygłaszam tyrad na ten temat, ale na blogu musi być ;)

      Usuń
    2. Pewnie, że musi :) Gdzie, jak nie tutaj? :D

      Usuń
  10. No nie, przeczytałam i do teraz nie wiem, czy serio, czy nie serio :D...
    Ale chyba serio!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To mi przypomniało mój ślub, po którym znajomi z pracy zapytali "Karolina, co Cię tak rozbawiło w trakcie przysięgi?" Po prostu nie mogli dopuścić do świadomości, że ja nie wzruszyłam i myśleli, że duszę się ze śmiechu :D

      Serio, serio ;)

      Usuń
    2. Ahahahaha, to teraz Ty mi przypomniałaś moment zaręczyn, kiedy to tydzień pytałam, czy to "na serio?" :D... Po tygodniu już jednak byłam pewna, że to na serio!

      Usuń
  11. A ja nie jestem zdziwiona, bo kiedys widzialam na jakims blogu Twoj komentarz, gdzie pisalas, ze jestes w ciazy... I w sumie to czekalam, czy w ogole na blogu kiedys o tym napiszesz ;) W sumie nie zdziwilo by mnie, gdybys nigdy o "pasozycie" nie wspomniala :P

    Ladne imie wybraliscie, faktycznie Zosia jest teraz dosyc "na czasie" ale to i tak sto razy lepiej niz np. NIKOLA :P

    Powodzenia z szukaniem mieszkania! Mam nadzieje, ze znajdziesz cos odpowiedniego niebawem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakaś, kurczę, nieostrożna byłam! Mnie przeraża sytuacja w której kobieta w ciąży stwierdza, że jej ciąża jest tak HIPERekscytująca dla innych, że musi stać się teraz integralną częścią bloga/IG itp. Prowadzę blog hejtersko-kosmetyczny i raczej nie ma tu miejsca dla dziecka, poza tym, c'mon, kto by tu zaglądał, gdybym relacjonowała moje wizyty u ginekologa :D

      Daj spokój :D

      Dziękuję, bardzo bym chciała :)

      Usuń
    2. Przyznam sie, ze wtedy jak przeczytalam Twoj komentarz, to az musialam sie upewnic, ze to faktycznie Twoj profil, a nie jakas inna, druga Madame Oleosa moze krazy po blogach :D

      Wiesz, dla mnie temat ciazy/macierzystwa jest dosyc odlegly i szczerze mowiac unikam jak ognia tych tematow czy to w realu czy w internecie... Gdy na facebook widze, ze jakis znajomy/znajoma nadmiernie epatuje swoim slodkim bobo to wtedy kilkam w opcje, zeby nie wyswietlaly mi sie juz na glownej stronie nowe zdjecia, ktora dana osoba wrzuca i tyle.

      Wiesz, blogi "parentingowe" sa teraz na czasie :D :D wiec ja bym pomyslala nad zmiana tematyki bloga, na bank bys dostawala oferty testow nowego wozka z parasolka i tysiacem innych gadzetow itp itd :D :D :D

      Usuń
    3. :D

      Niestety często ciąża skutkuje wyłączeniem innych tematów z życia i potem spotykasz się z dzieciatą koleżanką i oczywiście tematem jest dziecko. Z jednej strony jest to jakoś naturalne, bo faktycznie jest to główne zajęcie danej osoby (w sumie niewiele się różni od ludzi, którzy też mają jeden temat: ich nadzwyczaj fantastyczna praca), ale dla osób postronnych może być to naprawdę MAŁO ciekawe ;)

      No właśnie o tym marzę XD

      Usuń
    4. Wiesz, pewnie, w danym okresie zycia priorytety sie zmieniaja i wiadomo, ze czlowiek wtedy chce rozmawiac o tym co sie w jego zyciu zmienia... Dlatego tez uwazam, ze fajnie miec zawsze 1-2 znajome, ktore np. sa w podobnym momencie w zyciu i mozna sie wymienic doswiadczeniami... A z reszta znajomych rozmawiac na inne tematy :)
      Ale wlasnie, poruszylas wazna kwestie - to zjawisko nadawania non-stop na jeden temat nie dotyczy tylko mamus z dziecmi - ale tez wlasnie osob, ktore non-stop nawijaja o swojej pracy, chlopaku/dziewczynie/zwiazku... Po prostu monotematycznosc to ZLO :P

      Usuń
  12. Podobnie jak poprzedniczki, wciąż zbieram szczenę w podłogi! :O Wracasz z przytupem, trzeba Ci to przyznać!
    Gratulacje :) Mam nadzieję, że już niebawem znajdziecie mieszkanie marzeń :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :D Dzięki! Wczoraj byłam już blisko! Mówię mężowi, że salon kosmetyczny w którym byłam jest na świetnej uliczce, zielono, spokój, cisza i jest sporo apartamentowców. Mąż na to, żebym poszukała, czy mają coś do sprzedaży na tej ulicy. Znaleźliśmy mieszkanie 362 m2 za 6 200 000 PLN XD
      Jacuzzi na tarasie bardzo mnie zachęciło XDDDDDDD

      Usuń
  13. Domyslilam sie juz jakos czas temu! Nie wiem jak zakielkowala u mnie ta mysl ,ale tak czulam :) Pomyslnego rozwiazania ! :)
    Ps. Na mnie jeszcze zupelnie nie czas :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jaka intuicja! :)

      Wiesz, gdyby mi ktoś powiedział tydzień przez zrobieniem testu, że jestem w ciąży to też bym powiedziała to samo ;) Z mężem rozważaliśmy wtedy wakacje w USA z okazji ślubu koleżanki i tak sobie myślałam, że trochę pomieszkamy tu, trochę tam, że chętnie bym pomieszkała we Francji. No i niespodzianka, trochę się tego wieczoru porozklejałam, ale naprawdę szybko przyzwyczaiłam się do tej myśli, poza tym, serio, ludzie po świecie podróżują z małymi dziećmi, robią biznesy i kariery i naprawdę myślę, że dziecko może być niezłą siłą napędową a nie ograniczeniem ;)

      Usuń
  14. Świetne podejście do sytuacji i gratuluje "pasożyta"
    Tez podchodzilabym to tego bez większych emocji... Tym bardziej ze ja jeszcze starsza od ciebie jestem - w lipcu kończę 36 lat .. Dzięki Bogu ---- eeeee stop ---- dzięki rodzicom! hahaha! żyje we wspaniałym kraju i nikomu nie przeszkadza ze 35 latka nie ma jeszcze dzieci i oczywiście nikt sie nie dopytuje tak jak to
    w kraju moich rodaków sie robi! O zgrozo! Ta Polska to coraz to głupsza! napewno tez nigdy bym dziecka na kanałach Social Media nie pokazywała itp itd! i nie chwaliła sie każdym dniem ciąży bo uważam ze to moja sprawa.
    No Ale... Każdy robi jak uważa!
    Jestem zachwycona tym, ze nie wariujesz i podchodzisz do tego z pewnym dystansem i wewnętrznym spokojem :-)))))
    Pozdrawiam gorąco :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aaaaaa ... I chwała ci i pokłony ze do pracy chodzisz. Przecież w Polsce ciąża to choroba ! Hahaha!
      U nas tez sie do końca pracuje :-)))) jeżeli oczywiście wszystko jest dobrze :-)))
      Normalnie zachwycam sie Tobą !!!!

      Usuń
    2. Dzięki :) Ja na szczęście żadnej presji nigdy nie odczułam i nikt mnie nigdy nie pytał "A kiedy dziecko?", zresztą... spróbowałby! :D

      Podobno kobiety, które lubią swoją pracę chcą (jeśli jest wszystko ok.) pracować jak najdłużej. Mnie praca organizuje dzień i zwariowałabym siedząc w domu, tym bardziej, że w zasadzie pół roku pracowałam w domu i to było ZŁE. Zresztą u mnie to praca w zasadzie non-stop przy kompie, więc obowiązują mnie 4 h. w biurze (aczkolwiek może ze 3 razu zdarzyło mi się wyjść po 4 h. - mój szef od stycznia nie chciał przyjąć do wiadomości, że jestem w ciąży i dopiero po moich naciskach w kwietniu zaproponował, żebym kogoś znalazła i w związku z tym moje zastępstwo przychodzi w sierpniu, gdy ja rodzę w czerwcu...) a do pracy mam 10-15 min. Co prawda bałam się w 7 m-cu, że przestanę móc chodzić, bo pasożyt naciskał mi na nerw w pachwinie i poruszałam się jak kaleka nie móc podnieść nogi, ale na szczęście przeszło i naprawdę nieźle się czuję. Moja lekarka za każdym razem pyta, czy chcę zwolnienie, więc podejrzewam, że to norma i pewnie gdybym miała kijową pracę, do której chodzę tylko, żeby wyrwać parę groszy a jest to zajęcie wręcz odmóżdżające, to też wolałabym sobie poleżeć w domu.

      Usuń
  15. Coś czułam, coś przeczywałam...po tym tekscie o szczotkowaniu ciała jakoś mnie natknęło ale stwierdziłam, że co będę wnikać:)
    iiii Małe Oleosowe w drodze tuż, tuż :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te Wasze intuicje :P
      Lada moment wylezie ;) Już się tak przyzwyczaiłam do brzucha a tu zaraz nowa rewolucja.

      Usuń
  16. Też wiedziałam o Twoim stanie, bo natknęłam się kiedyś na Twój komentarz na blogu Apricolli;).
    Wszystkiego dobrego na nowej drodze życia:). Żelaznego zdrowia dla dziecka:).
    Pozdrawiam:).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aaa, fakt, jakoś nie pomyślałam, co za nieostrożność!
      Dziękuję, Iwonko =*

      Usuń
  17. Hahah, jakbym czytała siebie. Jestem w 9 miesiącu, mieszkanie kupiliśmy w lutym, ale zanim go urządzimy, będzie pewno 2017 rok. Wózek stoi, bo teściowa kupiła, ale łóżeczka nadal brak. Po podstawowe rzeczy jadę w sobotę o ile wstanę z łoża, bo jestem na finiszu i mega źle się czuję.

    No i od 7 lat, a w sumie prawie 8, wiemy, że będzie Zosia! :D Imię dawno było wybrane, ale czasu na dziecko brak.

    OdpowiedzUsuń